Rok 2015 to szaleńczy rok, w którym wydarzyło się wiele rzeczy. Łatwo nie było, ale ile się nauczyłem to tylko ja wiem. Chętnie się tym podzielę, ponieważ uważam, że może pozwolić to też komuś inaczej spojrzeć na życie.

  WIĘCEJ POKORY, POKORY I POKORY

Moje narwanie i chęć zrealizowania dużego celu w tydzień, albo przepracowanie wewnętrznej kwestii po jednym spotkaniu z osobą, która mi w tym pomaga, były ponad przeciętnie optymistycznie. Za każdym razem się paliłem, bo „przecież miało być inaczej”, bo “przecież miało trwać to krócej”. Nauczyłem się, że w tym wieku potrzebuję pokory i dania sobie czasu na proces dochodzenia do rzeczy, które innym zajęły niekiedy lata.

Jako młodzi, mamy tendencje do szybkiego odpuszczania sobie, jeżeli nie widzimy rezultatów.

Bycie narwanym gówniarzem, który uważał się za nie wiadomo kogo, nie za bardzo popłacało. Oczekiwałem od innych zainteresowania się mną po paru wpisach, czy paru filmikach.Uświadomiłem sobie, że muszę więcej pracować, dawać się poznawać innym, utrzymywać kontakt i nie oczekiwać.  

Dlatego jeżeli zaczynasz pracować nad sobą, albo wchodzić w daną branżę, interesować się nią. Nie oczekuj efektów po miesiącu, czy dwóch, bo się tylko rozczarujesz. Ludzie, którzy odnieśli większe sukcesy w swoim życiu, pracowali na nie wytrwale latami.

SZKOŁA JEST OK I  DAJE MOŻLIWOŚCI

Jak mogłem głupotą zepsuć sobie życie… Zawsze mi wszyscy powtarzali, żebym nie bujał w obłokach. Byłem zbuntowany na szkołę, zły na to ze muszę do niej chodzić, że nie uczą mnie tego, czego bym chciał. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie patrzą na to czy masz maturę. Tak jakby nie mogli patrzeć na wartość człowieka i na to co ma w środku.

Wpadłem w erę podniecenia się edukacją demokratyczną, obejrzałem jeden, drugi film. Przeczytałem książkę o Billu Gates’ie i w ostatniej klasie maturalnej z myślą o otworzeniu firmy i zostaniu młodym milionerem – postanowiłem odebrać dokumenty ze szkoły.  Zrobiłem to i niczym prawdziwy start-upowiec siedziałem od rana do nocy w biurze. Nie minęło trzy dni, a ja wróciłem do szkoły ze spuszczoną głową i pytaniem „czy można by było mnie przyjąć?”. Skończyłem ją i zdałem, przez co jestem szczęśliwy, bo dzięki temu otworzyły mi się kolejne drzwi, czyli studia.

Tak jak byłem na nie cięty, chciałem być inny niż wszyscy, nie iść na studia tylko otwierać biznes, bo przecież czytam książki i się szkolę, to ich nie potrzebuję. Potrzebowałem 3 miesięcy na przerobienie moich OGRANICZAJĄCYCH przekonań i idę od października na psychologię na SWPS w Warszawie – zdobyć kompetencje. 

To przeżycie i lekcja, które dała mi naprawdę wiele do zrozumienia.  Czuję, że bardzo przez to dojrzałem. Człowiek uczy się na błędach.

KONIEC ETAPU BYCIA DZIECKIEM, A ROZPOCZĘCIE ETAPU DOROSŁOŚCI TO NIEŁATWA SPRAWA, ALE KONIECZNA, POTRZEBNA I WAŻNA.

Dużo wewnętrznej pracy pokonałem, kończąc jeden etap swojego życia i zaczynając nowy.

Tak, to prawda. Komfortem jest to, że bliscy dają Ci tyle wolności, przestrzeni i nikt nie wsadza swoich 3 groszy w decyzje, które podejmujesz. Tyle, że potem pojawia się pytanie w głowie „Serio, to zależy tylko ode mnie i mojego zdania? Nikt mi nie pomoże? Ja ponoszę odpowiedzialność?”.

Szaleństwem było w wieku 19 lat zamieszkać 40 km od domu w centrum Warszawy, bez konkretnych dochodów i z bajkowym sposobem myślenia. W ciągu 6 miesięcy poza domem przeżyłem wiele wewnętrznych niejasności. Wróciłem do domu, ale bardzo dużo dowiedziałem się o sobie i zacząłem nad sobą pracować. To mnie nie zmotywowało, tylko uświadomiło, wzmocniło i dało do zrozumienia, że młody wiek warto przeznaczyć na rozwój i budowę fundamentów na przyszłość, żeby było łatwiej.

Pokazuje Ci po części kawałek swojego życia. To prawda, że człowiek uczy się najlepiej na swoich błędach, po tym jak dostanie w kość i pracy nad tym, aby rozwiązać problem.. Gdybym nie zajmował się psychologią, rozwojem osobistym, prowadzeniem szkoleń i pracy z innymi ludźmi, nie udało by mi się przejść tej drogi w taki sposób, że wyciągnąłbym z niej tyle ważnych lekcji. Nie przestraszyłem się życia, tylko poznałem realia.