O co w tym chodzi, aby najpierw zajrzeć do głowy zanim wypowie się coś z ust?

 

Zauważyłem w kilku tematach, że mamy tendencję do automatycznego odpowiadania, zamiast chwilę wstrzymać się z wypowiedzią, przemyśleć co tak na prawdę siedzi nam w sercu i dopiero mówić.

 

Uwolnijmy się od tego schematycznego odpowiadania, zamiast tego, zastanówmy się, przemyślmy przed wypowiedzią, czy nie jest przypadkiem inaczej.

 

Wiesz kiedy mamy tendencje do automatyzowania? Kiedy nie wierzymy w siebie, wtedy potrafimy zarzucić się wymówkami. Podam Ci przykład. Weźmy na piedestał, osobę która nigdy nie biegała. Przegląda sobie ona  facebooka i przeszła jej przez głowę dziwna myśl. Prawdopodobnie zobaczyła jakieś zdjęcie u kogoś na profilu, że biegała. Przychodzi jej myśl do głowy „Może ja bym też poszła pobiegać?”.

 

Niektórzy tak mają, że z automatu mogą odpowiedzieć:

 

 – “Gdzie, ja? Przecież ja nigdy nie biegałam”,

 – „A tam, ile ja przebiegnę, 1km, 2km, 3km?, to przecież mało, jak ja będę się z tym czuł, jeżeli inni wstawiają zdjęcia, że przebiegli 10 km”,

 – „Nie ma sensu wychodzić z domu, żeby przebiec 2 czy 3 kilometry”.

 

Do cholery jasnej, takie myślenie na nic się nie zda. Mówimy, że czegoś nie potrafimy, znajdujemy wymówki, aby się odciążyć od trudnych myśli, czy zadań które pojawiają się w naszej głowie. Odpowiadamy „nie wiem”, „nie umiem”, „nie chce”.

 

Gdyby tak, chwilę przed wypowiedzią, uciszyć się, zajrzeć wewnątrz siebie i zadać sobie pytanie. Co dzięki takiej odpowiedzi osiągnę? Co ciekawe, ludzie z natury chcą się rozwijać, głodni są wiedzy, informacji i doświadczeń.

 

Wydaje nam się, że jesteśmy cały czas tacy sami, wydaje nam się, że nie zmienił się nasz sposób myślenia. Myślimy o sobie, jak o osobie z przed kilku lat, szczególnie ludzie w podeszłym wieku. A to nie prawda, ponieważ człowiek zmienia się każdego dnia. Nawet jest takie powiedzenie „Dzisiaj jesteś sumą myśli i doświadczeń dnia powszedniego”. Zmieniamy się. Każdy człowiek z którym rozmawiałeś wczoraj, myśli powstałe z tej rozmowy, wpływają na sposób funkcjonowania i działania w dniu dzisiejszym. Dlatego Ci którzy wyciągają z tego wnioski, szybciej osiągają efekty. Więc gdyby tak każdego dnia mówić sobie, że jest się osobą nową, każdego dnia lepszą i bogatszą o doświadczenia, moglibyśmy bardziej przyswajać do siebie nowe informacje i ROZWIJAĆ SIĘ.

 

Dlatego kiedy pojawi się przed Tobą nowe wyzwanie, doświadczenie i będzie Ci się wydawało, że tego nie lubisz, nie umiesz, nie potrafisz, nie chesz to zatrzymaj się, pomyśl, zapytaj się czy nie jest przypadkiem inaczej.

 

Boli i smuci, kiedy młoda osoba pełna wiary i nadziei chce przekazać swojej 75 letniej babci, że jest sens czytać książki w tym wieku, próbować nowych rzeczy, że skoro już ciągle powtarza, że jej czas już się zbliża, to  czy nie warto by było brać z życia pełną gębą, jak najwięcej, zamiast mówić „jestem za stary”, „już się nie opłaca”, „już za późno”, „po co mi to”.

Czasem człowiek tak ma, że się przyzwyczai do czegoś, ktoś mu coś wbije do głowy, babcia czy mama coś powtarzały od młodych lat, a on nabywa w ten sposób przekonanie z którym idzie przez życie. A może masz całkowicie inny pogląd, może nie zgadzasz się z czymś, ale nie masz czasu nawet pomyśleć, bo odpowiadasz z automatu.

 

Napisałem obszerny e-book o tym, nazywając go „Automatyzmy dnia powszedniego” który możesz przeczytać na http://uwolnij.to/jak-nie-wpasc-w-monotonie/

sklepStworzyłem razem z tym sloganem inspirujący obraz, który można powiesić na ścianie albo podarować komuś w prezencie.

Link: http://uwolnij.to/produkt/inspirujacy-obraz-2/

#Inspirujący obraz w postaci grafik, na płótnie w formie obrazu, które tworzy Marcin Kurzępa.

Celem tego jest nieść myśl i przekaz, mocniejszy niż grafika np. na tapecie w telefonie. Ma nakierowywać na odpowiednie tory. Wisieć na ścianie albo stać oparty i dobrze widoczny, aby Ciągle Ci przypominał. Możesz powiesić go w biurze, albo miejscu w którym pracujesz. Może mieć forme prezentu.

 

Mam też drugi przykład, o wiele mocniejszy, który często wspominam, bo pokazuje jaka siła siedzi w wypowiadanych słowach.

 

W klasie maturalnej, w sumie jak w każdej, nie przykładałem wagi do ocen i nauki szkolnej, bo przecież wszystko inne było bardziej ciekawe, znajomi, spotkania na dworze, książki rozwojowe, szkolenia. Przez to pół roku przed maturą świeciłem najgorszymi ocenami, były tak słabe, że wszyscy nauczyciele święcie byli przekonani, że nie zdam. Pani wicedyrektor szkoły, proponowała mi się przepisać na zaoczne zajęcia do innej szkoły, bo nie mam sensu chodzić do końca. Lecz w mojej głowie nie było takiego scenariusza.

 

Styczeń, 4 miesiące przed maturą. Słyszę jak mój kolega, który ma tylko jeden niezaliczony przedmiot, matematykę, mówi, że nie będzie dopuszczony do matury, bo nie umie tego przedmiotu. Na lekcjach matematyki, wcale się nie uczył, nie przygotowywał się sprawdzianów, bo przecież był święcie przekonany, że on nie zda tego przedmiotu. Starałem mu się przemówić, co za bzdury wygaduje, że udałoby mu się spokojnie zaliczyć ten przedmiot, a on dalej swoje. Z automatu odpowiadał, że nie.

 

Jesteś w stanie zauważyć co u niego nie było ok? Przecież on nawet nie mógł się uciszyć, zajrzeć do wewnątrz siebie i ze sobą porozmawiać. Kto o normalnych zmysłach, mógłby sobie na to pozwolić, aby nie zdać tylko przez jeden niezaliczony przedmiot. Wewnątrz siebie na pewno pragnął mieć to za sobą i wejść na kolejny szczebel, czyli studiowanie. Ale ten brak wiary, to marne przekonanie „mi się nie uda”, nie udało mu się…

Kto takie coś wbił 19 letniemu chłopakowi. Przecież  jak on z takim nastawieniem ruszy w swoje życie, to daj wszechświecie siłę mu, aby sytuacje mu sprzyjały, bo chłopak w pierwszej lepszej pracy polegnie.

 

Koniec końców, ja wszystko zaliczyłem, bo w głowie miałem „Dam z siebie wszystko, nie pozwolę nikomu zadecydować o moim losie, nie pozwolę sobie nie zdać i przekiblować roku, szkoda mi na to życia.” i tak też było, siedziałem w sali do tego momentu, aż nauczyciel wystawił mi pozytywną ocenę, nie ważne, czy zasłużona, czy nie, miał być przedmiot zaliczony, koniec i kropka.

 

Z pozdrowieniami,
Marcin Kurzępa